• 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

O nas

 

Witam!!!

Tak na dobry początek, to może rozpocznę od przedstawienia
siebie i Jerbah...a więc:

 

Nazywam się Katarzyna Rubinkowska-Wasylowska, z wykształcenia jestem filozofem z przygotowaniem pedagogicznym (oczywiście), ukończyłam również studia podyplomowe z historii.
Moje filozoficzne zamiłowania, przyczyniły się zapewne do tego, iż kierując się w życiu pewną maksymą, którą określam:.
„ Żyję z pasją, a moją największą pasją, jest drugi człowiek”,

obcowanie z ludźmi, pomaganie wszystkim tym, którzy w taki czy inny sposób nie potrafią się we współczesnym świecie odnaleźć, jest dla mnie motorem napędowym, który powoduje, iż chce mi się żyć.

 

Ten  ludzki oczywiście świat dla mnie nie miałby sensu, gdyby nie świat zwierząt, roślin i tego wszystkiego pięknego co go  otacza.
Stąd też interesuję się również szeroko pojmowaną sztuką i tą pisaną przez duże „S’ i przez to małe „s”, którą każdy z nas

 na swój sposób tworzy.

Od 1996r. jestem związana ściśle z oświatą. Szkołę poznałam
 z różnych stron. Ale za najciekawsze dla mnie dotychczasowe doświadczenie zawodowe uważam to, gdy pracowałam jako nauczyciel w Szkole Podstawowej nr 19 w Katowicach, gdzie prowadziłam ścieżkę filozoficzną dla dzieciaczków z klas IV – VI.

Bardzo ubolewam nad tym, iż ze względów bardzo prozaicznych, nie mogę kontynuować tych zajęć, Uważam bowiem, że zajęcia te, były bardzo pozytywnie odbierane przez dzieciaki i wiem, że dawały im bardzo wiele dobrego. Mam nadzieje, iż kiedyś, ktoś zrozumie, iż filozofia,  i to całe „filozofowanie” jest ważnym aspektem naszego ludzkiego przecież jeszcze mam nadzieje życia. Uczy bowiem MYŚLENIA, uczy właściwej hierarchizacji wartości, które nie opierają się tylko na materialnych wyznacznikach bycia, tu i teraz ale też na tych „innych”, jakże często w ówczesnym świecie pomijanych wartościach etyczno-moralnych.

Dzięki filozofii, uczniowie mogli sami zrozumieć, iż „Inny nie znaczy gorszy”. A ja zrozumiałam, iż muszę zrobić, właśnie coś w tym kierunki, by Ci, którzy są często uważani za „Innych”,

 nie czuli się gorsi...

I tak oto pojawiła się idea pracy kynoterapeutycznej, bez mojej filozofii, może nigdy bym tego nie odkryła, że właśnie tego typu pracą,  w swym życiu powinnam się zająć.

Dlatego, tak ważne miejsce w mym życiu zajmuje filozofia, ona bowiem pozwoliła mi zrozumieć sens mojego życia oraz świadome bycie „tu i teraz”...

 

A teraz parę słów o moim psim towarzyszu, z którym od września 2006r. rozpoczęłam swoją wielką przygodę.

 

JERBAH – to suczka rasy nowofundland, która przyszła na świat 07.07. 2006r. W naszym domu pojawiła się
15 września tegoż też roku. Jest śliczną niufką, o wspaniałym, ciepłym spojrzeniu i wielkim psim sercu. Jest wykształconą kynoterapeutką z certyfikatem, uprawniającym ją do pracy
w placówkach oświatowych. No i oczywiście jest psim ratownikiem, zrzeszonym w Sekcji Psów Ratowniczych przy OM WOPR Dąbrowa Górnicza.

 

O początkach naszej przygody z kynoterapią słów parę...

 

 Kiedy piszę i mówię „o nas” często mam na myśli siebie i moją suczkę Jerbah. Bowiem od kiedy pojawiła się w naszym domu, najbardziej to, właśnie moje życie się odmieniło.

 Z dnia na dzień, zaczęłyśmy tworzyć co raz to lepszy zespół i już wtedy wiedziałam, że wspólnie zrobimy wiele dobrego!

 Rozpoczęłyśmy od szkolenia wodnego, co oczywiście robimy do dnia dzisiejszego. Stałyśmy się  prawnymi członkiniami OM Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratowniczego w Dąbrowie Górniczej. I tam też poznaliśmy wspaniałych ludzi, którzy są bardzo pozytywnie zakręceni i dla których miłość do zwierząt,jest czymś wielkim i znaczącym. Mam tu na myśli Arka i Dorotę z córką Natalią Baranowskich, którzy szkolą chyba najlepsze psy ratownicze. Ich Koda i Patrol z miesiąca na miesiąc stają się co raz to lepszymi wodnymi ratownikami. Co z resztą jest bardzo  widoczne, to tu, to tam. Więcej informacji na temat naszych wodnych poczynań znajduje się na stronie www.woprdg.com w sekcji Psów Ratowniczych.

 ...Gdy Jerbah skończyła 6 miesięcy rozpoczęła się nasza prawdziwa przygoda z kynoterapią.

 Podjęłam się trudnego wyzwania – udział w szkoleniu psów kynoterapeutycznych. Wraz z Jerbą uczestniczyłyśmy w szkoleniach, które dzięki temu, iż zawsze  były połączone z praktyką dawały nam dużą dozę, jakże ważnej dla nas wiedzy. Pani Aneta Graboś z Śl.C.K „PRESTOR” naprawdę bardzo wiele nas nauczyła. Jej podejście do psiaków jest godne podziwu  i chyba właśnie dlatego Pani Aneta, ma tak duże osiągnięcia w dziedzinie kynoterapii oraz psów asystujących. Jej labradorka, to niemalże profesor w tej dziedzinie.

 Jeszcze raz dziękuje Pani Anecie za przekazaną wiedzę!

 Dzięki systematycznej pracy - dziennie godzinny trening i sobotnio-niedzielne szkolenia pod okiem Pani Anety, zarówno ja jak i Jerbah pozytywnie zdałyśmy egzamin i otrzymałyśmy certyfikat uprawniający nas do pracy kynoterapeutycznej w placówkach oświatowych.

 Egzamin nie był łatwy (część teoretyczna i praktyczna) ale tym bardziej cieszę się, iż udało  nam się go zdać.

 Od tego też czasu, często odwiedzamy przedszkola, różne ośrodki szkolno – wychowawcze oraz pracujemy indywidualnie z różnymi osobami.

 Kynoterapia ma zastosowanie nie tylko w placówkach szkolno – wychowawczych czy ośrodkach dla osób niepełnosprawnych. Bardzo dobrze tego typu zajęcia sprawdzają się w ośrodkach dla osób starszych, niedołężnych, hospicjach itp. Jerbah pracuje również z osobą chorą na Altzheimera , opieka nad chorymi z udziałem psa, daje tym ludziom tą jakże ważną chwilę w ich codziennym życiu, gdyż daje im radość i uśmiech. A odpowiednio dobrane ćwiczenia powodują, iż chorzy z chęcią wykonują wiele tych czynności, których na co dzień nie chcą już wykonywać.

 Usłyszałam kiedyś pod swoim adresem zarzut, iż pracując z psem w miejscach, gdzie ludzie cierpią daje im złudną nadzieje, na wyzdrowienie!!! Słowa te wypowiedział pewien lekarz, bardzo dobry specjalista i wspaniały człowiek. Jednak po owocnej dyskusji zmienił ten swój punkt widzenia, gdyż wyjaśniłam Panu, iż wchodząc do tych biednych, schorowanych, często jakże samotnych, niepotrzebnych nikomu ludzi, daje nadzieje. Ale nie nadzieje, na cudowne uzdrowienie, lecz nadzieje, na to, że każda, dana im jeszcze w tym życiu chwila, może być wspaniała, i warta tego, by o nią powalczyć, że mogą być jeszcze dla kogoś potrzebni, że ktoś chce ich jeszcze zobaczyć... bo to jest, w tego typu zajęciach największą rolą mojej suczki. Ona tutaj jest psiakiem, który potrzebuje pomocy, potrzebuje wyczesania, pogłaskania, wspólnego spaceru, czy wspólnego poleżenia na łóżku chorego. Zajęcia w tego typu placówkach przyjmują zupełnie inny charakter, tutaj całkowicie odmieniają się rolę, to Jerbah potrzebuje „pomocy” co w konsekwencji staje się motorem napędowym dla tej drugiej strony.

 Ktoś może zada pytanie: „Czy warto to robić?”  ja na to mogę tylko odpowiedzieć tak, że nawet jeśli wśród setki osób, pomoże się w ten sposób garstce, to znaczy, że WARTO BYŁO. Tak zawsze mówiła moja mama, wspaniały nauczyciel, pedagog, która często zajmowała się tzw.” trudną młodzieżą”, nie raz słyszałam jak odpowiadała na pytania typu: robisz tyle dla nich, a czy oni to w ogóle docenią? co Ci to daje? poco to robisz, i tak nie pomożesz każdemu” Moja mama odpowiadała wtedy zawsze, tak samo: „Nawet jeśli wśród tej grupy pomogłam jednemu uczniowi, to wiem, że warto było”  

 I ja, uważam tak samo. Ten uśmiech, zadowolenie dziecka, jego rodzica, opiekuna, czy osoby starszej, schorowanej, upośledzonej , czyjeś dziękuje daje mi tą wiarę, że to co wraz z Jerbah robię ma sens...

 

  I tak właśnie po krótce wygląda nasza historia.

Historia moja i Jerbah,

Mam nadzieje, iż swoją pracą, zaangażowaniem

 i szczerą radością, z tego co robimy,

 zdziałamy wspólnie wiele dobrego.

I sprawimy, iż na twarzach wielu ludzi, pojawi się uśmiech...

Katarzyna Rubinkowska-Wasylowska