• 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Spotkanie z Katarzyną Rubinkowską-Wasylowską - Artykuł z portalu www.gorolki.pl

image

Spotkanie z Katarzyną Rubinkowską-Wasylowską

kobietą zwykłą-niezwykłą, córką, żoną, matką, przyjaciółką, terapeutką, filozofem, nauczycielką, business woman. Choć ona sama nie lubi jak nazywa się ją kobietą interesu: „praca jest moją pasją, przyjemnością nie interesem”. Spotykamy się po raz drugi i po raz drugi uderza mnie bijąca od Pani Katarzyny radość, energia i siła, które promieniują na innych. Dziś jednak przytłumione.

 

K. R-W: W zeszłym tygodniu straciłam mamę- wspaniałego człowieka- a zarazem moją najlepszą przyjaciółkę. Jest to, więc podwójna strata. Staram się jednak zachowywać tak, jak ona zachowałaby się w tym momencie. To, jaka jestem zawdzięczam jej miłości i mądrości, to, że teraz się uśmiecham jej filozofii życia „kochaj życie i drugiego człowieka”.

image

... to moi wspaniali, kochani rodzice.. Moja wielka przyjaciółka Mama Małgosia, życzę każdemu, tak dobrych, mądrych i kochających rodziców... Moja Ukochana Małgosia zawsze będzie tuż obok mnie, dzięki wielu cudownym wspomnieniom i nigdy nie pozwolę Jej odejść...

A. Sz: Tylko tyle, czy aż tyle „kochaj życie”?
K. R-W:
Moja mama czerpała radość życia z „poświęcania się” dla innych. Jej pasją był drugi człowiek. Pomagała ludziom, trudnej młodzieży, z którą pracowała. Ponieważ wychodziła z założenia, że każdy z nas jest cząstką drugiego człowieka. Jesteśmy jego odbiciem. Więc jak możemy go krzywdzić, przechodzić obojętnie obok jego nieszczęścia, choroby, osamotnienia? Mówiła: „nawet, jeżeli pomogę tylko jednemu człowiekowi, to będzie to aż jeden człowiek”. Każdy człowiek jest wart tego, aby o niego walczyć, do końca.

 

 

image

A. Sz: A skąd Pani czerpie radość?

K. R-W: Z jazdy autobusem, kiedy stoję na światłach i mogę obserwować świat oraz ludzi zgromadzonych wokół mnie, z porannego śpiewu ptaków. Radość, zadowolenie, poczucie spełnienia to uczucia, które wypełniają mnie, kiedy przebywam z moją rodziną, spotkam się (trudno mi nazwać to pracą) z moimi pacjentami, z książek P. Coelho, W. Whartona, J. Carolla, z muzyki folklorystycznej indyjskiej, mongolskiej, muzyki źródeł[1]i najważniejsze z marzeń. Kiedy jestem zmęczona zamykam oczy i marzę. Staram się także marzyć przed snem, to mnie uspokaja i pomaga zaplanować przyszłość.

                                                           

Ja i moje ukochane brzozy. Uwielbiam te drzewa :)

 

A. Sz: A przyszłość ma Pani raczej zajętą?
K. R-W:
Zajętą? Zależy, w jakim sensie. Owszem mam bardzo dużo zajęć, nawet musiałam tymczasowo zrezygnować z prowadzenia ścieżek filozofii w szkołach. Ponieważ ruszamy już na całego z budową domu oraz ośrodka, w którym zamierzam prowadzić zajęcia z Animal Assistant Therapy. Przygotowanie terenu, bieżni dla psów zajmuje dużo czasu i pracy. Warto jednak, po pierwsze pragnę pokazać ile w psiakach drzemie potencjału i jak bardzo mogą one pomagać nam-ludziom w różnych sytuacjach, a po drugie chcę pomagać osobom chorym, samotnym, po prostu potrzebującym. Z drugiej strony jestem „wolna”, robię to, co chcę z przyjemności nie obowiązku. Nadal prowadzę zajęcia terapeutyczne i uczestniczę w pracach sekcji ratownictwa wodnego. Zamierzam także założyć stowarzyszenie „Zwierzęta na rzecz ludzi” – trochę tak przewrotnie ;) .

 

A. Sz: Na rzecz ludzi?
K. R-W:
Tak. Pani się uśmiecha. Teoretycznie mamy wiele stowarzyszeń, grup wsparcia dla ludzi cierpiących na te lub inne schorzenia, dolegliwości, problemy, na rzecz zwierząt i środowiska. A tak mało jest organizacji, które pomagałyby człowiekowi, po prostu człowiekowi, właśnie za pomocą zwierząt. One zostały stworzone dla nas. Odpowiednio traktowane mogą nam pomóc uczynić nasze życie zarówno łatwiejszym jak i piękniejszym.

 

A. Sz: Jak na jedną kobietę to sporo zajęć. Skąd czerpie Pani siłę i ma czas na wszystko?
K. R-W:
Należę do osób, które walczą do końca i nawet jak napotykam opory nie poddaję się, idę do przodu. Nie wolno zatrzymywać się w połowie drogi. Jestem jak Sokrates, który wolał zginąć niż opuścić miejsce, w którym przebywał. Energię, jak już wcześniej wspomniałam, czerpię z radości życia. Moja praca jest moją pasją, której nie traktuję jako męczącego obowiązku, ale czystą przyjemności. Co nie oznacza, że nie odczuwam fizycznego zmęczenia. Tylko po prostu nie mam na nie czasu. Wolne chwile poświęcam mężowi i dzieciom oraz przyjaciołom.

A. Sz: Właśnie mąż. A jak on znosi Pani 24 godzinne zaangażowanie w życie?
K. R-W:
Mój mąż jest moim mężem, przyjacielem. Wzajemnie wspieramy się i uzupełniamy. Akceptuje moje plany, pracę, czasami nawet kosztem „naszego czasu”. Kocha mnie taką, jaką jestem, z pełnym moim zaangażowaniem w drugiego człowieka. Ponadto jest częścią moich planów, w których sam też uczestniczy. On jest realistą – informatykiem (nic nie trzeba dodawać) i jak za długo bujam w obłokach ściąga mnie na ziemię i odwrotnie, ja pomagam mu unieść się ponad monitor komputera.

A. Sz: A dzieci?
K. R-W:
Dzieci? Mam wspaniała parkę, która tak jak ja i mąż jest zaangażowana w pracę na rzecz słabszych  i potrzebujących. Mój siedemnastoletni syn jest wolontariuszem w zoo, a szesnastoletnia córka w hospicjum. Moje dzieci znają swoją wartość, są pewne siebie i mają ukształtowany światopogląd. Bardzo trudno je zranić, ponieważ powtarzam za Markiem Aureliuszem, że płakać powinna osoba, która nas krzywdzi a niekrzywdzona. Moja praca nie przeszkadza im, wspierają mnie.

A. Sz: Taki światopogląd musi wypływać z wychowania. Czy ma Pani złote rady dla rodziców?
K. R-W:
Jedną. Traktować siebie i dzieci z szacunkiem, ustalić przejrzyste zasady dla nas i dzieci i ich przestrzegać. Jestem przeciwna tzw. „ luźnemu partnerskiemu wychowaniu”. Z dzieckiem trzeba rozmawiać, oczywiście nie na zasadzie komunikatów i poleceń, to musi być dialog. Trzeba też nauczyć się słuchać tego małego człowieka i akceptować jego zdanie. Nie wolno jednak zapominać, że rodzic to nie tylko przyjaciel, ale także opiekun, którego podstawowym obowiązkiem jest dbać i chronić dziecko. Więc czasami trzeba stanowczo powiedzieć „nie”, ale równocześnie uzasadniając swoje stanowisko. Argumenty „nie, bo nie” nie przemawiają do nikogo, a zwłaszcza do dzieci, które dopiero uczą się świata. Cytując za moja babcią: „traktuj drugiego człowieka, tak jakbyś sama chcała być traktowana”

A. Sz: Nie zawsze jednak sprawdza się ta filozofia.
K. R-W:
Ja uważam, ze zawsze. Parę lat temu podczas spaceru z dziećmi zostałam zaatakowana przez „chorego zboczeńca”, który skrzywdził wiele osób. Nie miałam tego  odruchu– uciekać, gdyż od razu pojawiło się pytanie: ale jak z wózkiem i małymi dziećmi? I wtedy pomyślałam o mojej mamie, co ona by zrobiła w tej sytuacji? Jakby rozmawiała z „kimś takim” Przede wszystkim nie potraktowałaby go jako „zło”, ale jako człowieka, chorego człowieka, którym był. Tylko chory człowiek może wyrządzać taką krzywdę drugiemu człowiekowi. Więc zaczęłam z nim rozmawiać, przekierowałam jego emocje. Zapytałam: „czy mogę uspokoić dzieci”. To zbiło go z tropu. Powoli w trakcie naszej rozmowy znikało napięcie z jego twarzy i już wiedziałam, że pomimo wcześniejszych gróźb, nie zabije moich dzieci, i że nic mi już nie grozi. On był pewny, że osiągnie swój cel, a ja sprawiłam, nie, nie ja, ale nauka mojej mamy, że poczuł się normalnym człowiekiem i zmienił swoje zamiary.

A. Sz: Czy z każdym tak łatwo się Pani porozumiewa?
K. R-W
: Hm… no prawie. Ponieważ wychodzę z założenia, że tak jak my traktujemy innych, tak oni traktują nas. Tolerancja to trudna sztuka, ale warto jej się nauczyć. Nigdy nie wiadomo, po której stronie się znajdziemy.

 

image

... góry nauczyły mnie pokory. Wakacje w górach to czar mojego dzieciństwa, z moją wspaniałą rodzinką. ...niezapomniane chwile

 

A.Sz: Czy łatwiej jest być kobiecie tolerancyjną?
K. R-W:
Nie. Ja w ogóle unikam podziałów na płeć, rasę, religię. Uważam, że to, jakim jesteśmy człowiekiem i to, co robimy zależy od nas, a nie od czynników dodatkowych. Naprawdę łatwiej by się nam żyło gdybyśmy więcej zastanawiali się, nad tym, kim jesteśmy, a nie, jacy jesteśmy. Gdybyśmy nie robili tylu sztucznych podziałów na pięknych i brzydkich, zdrowych i chorych, bogatych i biednych. To właśnie jest wspaniałe w psach, one kochają człowieka, a nie jego powłokę. Jestem tez przeciwna różnicom w wychowaniu dzieci. Dziewczynki mają siedzieć cicho w kocię, a chłopcy walczyć. Dziewczynki mogą płakać, kiedy nie dostaną różowej sukienki, a chłopcom nie wolno, nawet jak zostaną zbici na boisku. Dlaczego chłopcom nie wolno płakać? Mężczyźni i tak mają gorzej  od kobiet i jeszcze płakać nie mogą?

 

A. Sz: Mężczyźni mają gorzej od kobiet? Przepraszam, ale niby, w czym?
K. R-W:
W najważniejszej rzeczy – nie mogą rodzić dzieci. Nie ma większego cudu nad nowe życie i poród, który, pomimo, że często bolesny i długi[2], jest niesamowitym przeżyciem, którego oni nigdy nie doświadczą. My możemy wszystko, nawet pracować na kopalni. Od nas - kobiet tylko zależy jak będzie wyglądać nasze życie. A oni jakby nawet chcieli, to nie mogą urodzić I to jest moim zdaniem jedyna rzecz, która tak naprawdę nas różni. Reszta zależy od bycia świadomym, dobrym itp.

 

A. Sz: Nie jestem tak do końca pewna czy by chcieli.
K. R-W
: Chcieliby, tylko czasem się wstydzą przyznać.

 

A. Sz: A kobiety, do czego wstydzą się przyznać?
K. R-W:
Ostatnio, do swojej wrażliwości. Dlatego życzę wszystkim kobietom, żeby były dumne z tego, że są kobietami. Nie bały się swojej wrażliwości, ani płaczu, żeby patrzyły na świat delikatnymi, mądrymi oczami. Niech z odwagą patrzą w lustro, ponieważ są piękne, właśnie takie, jakie są. Niech nie słuchają zdań typu: „jesteś brzydka, chora, więc zasługujesz na zdradę, złe słowo bliskiej Ci osoby". Nic nikogo nie usprawiedliwia za złe traktowanie. A tak uważała moja pani profesor. Życzę wszystkim paniom powodzenia i siły w spełnianiu marzeń. Natomiast i paniom i panom, aby nie wypowiadali słów, których sami nie chcieliby usłyszeć. Pamiętajmy też, ze wiara powinna być dobrem samym w sobie, a dobro opiera się na tolerancji i każdy ma prawo do swojej inności, bo to właśnie czyni ten świat pięknym.

 

A.Sz: Dziękuję bardzo za rozmowę i również życzę powodzenia we wszystkich Pani przedsięwzięciach
K.R-W:
Dziękuje i do usłyszenia. 

Anna Szczerba

Katarzyna Rubinkowska-Wasylowska
www.przyjacielpies.com